Kometa nad Bronowem

Pojawienie się komety od niepamiętnych czasów odczytywano jako znak nadchodzących klęsk i nieszczęść. Człowiek z natury swojej ciekawy, ale wobec potęgi nieznanego nieodmiennie bojaźliwy łączył z nadzwyczajnymi wydarzeniami ze świata przyrody zapowiedź bolesnej odmiany w kondycji własnej egzystencji. Tak osobistej jak i zbiorowej. Człowiek bowiem wpatrując się w niebo i dostrzegając w nim nowy niewidziany nigdy wcześniej składnik, którego nie rozumiał i który budził w nim niepokój stawał się  lękliwy i szukał w związku z tym wyjaśnienia w sferze wyobrażeń i religii. Kometę postrzegano niekiedy również jako swego rodzaju bicz boży i karę za grzechy. Nic więc dziwnego, że w latach po zakończeniu wojny nastąpiło w Bronowie niemałe ożywienie religijne częściowo jako reakcja na traumatyczne doświadczenie zbiorowe jakim były wojna, epidemia i... kometa. Motyw komety zwiastunki złego znany jest z literatury i sztuki. Również rodzimej- polskiej. 
  Współcześnie jednak nie pisze się o tym w kontekście naszej lokalnej historii, niemniej w kwietniu 1910 roku rzeczywiście pojawiła się nad europejskim, w tym i nad bronowskim niebem ognista kula z długim ciągnącym się za nią ogonem. Była to oczywiście znana i popularna dzisiaj Kometa Halleya. Że się pojawiła jest to fakt naukowy- a nie tylko wspominki dawno odeszłego pokolenia. Fakt wynikający z astronomicznej arytmetyki. Obecnie potrafimy z wielkim wyprzedzeniem przeprowadzać dokładne rachunki i wiemy kiedy pojawi się ona ponownie. Wówczas, przynajmniej dla wielu mieszkańców obszarów wiejskich jej pojawienie się było wielką i budzącą niepokój niespodzianką.
  W dawnych rozmowach, które słyszałem w dzieciństwie, gdy wracało się do nieszczęść Wielkiej Wojny czy epidemii, gdzieś w okolicach tych tematów rozbłysła parę razy i kometa. Co nie znaczy, że padały jakieś stwierdzenia bezpośrednio łączące pojawienie się komety z wybuchem wojny czy epidemią. Były to raczej swego rodzaju niedopowiedzenia z pogranicza metafizyki sugerujące jakiś tajemny nieodgadniony porządek wszechświata. Coś w co lepiej zbytnio się nie zagłębiać. Dla własnego dobra. Gdy już o tym opowiadano były to sformułowania w rodzaju: wybuchła straszna wojna i przyszła epidemia. Kometa pojawiła się nad wioską. Zajmowała pół nieba. Zwierzęta szarpały się niespokojnie u żłobów. Konie nie pilnowane mogły nawet przeląc się.
  Na mnie opowieści te robiły wielkie wrażenie. O nic nie pytałem.
  Oczami wyobraźni widziałem olbrzymią świetlistą kulę ciągnącą za sobą ognisty i poskręcany ogon. Od tego ogona poskręcanego zabierało oddech z piersi, i mrowie maleńkich igiełek zaciskało się żelazną i zimną obejmą wokół głowy- kłując potylicę i czoło . W rzeczywistości nie wyglądało to w ten sposób. Kometa przez długie tygodnie kwietnia i maja powoli przesuwała się po firmamencie. Była widoczna, budziła niepokój, i nie wiadomo było do czego jej obecność doprowadzi.
  Z powtarzanych opowieści można było wywnioskować że kometa pojawiła się niemal w przeddzień zarówno Wielkiej Wojny jak i pierwszych w okolicy zachorowań na nowy groźny szczep wirusa grypy. Tymczasem od faktycznego pierwszego zaobserwowania komety do wybuchu wojny upłynęło 4 lata. Do pojawienia się hiszpanki minęły kolejne cztery. W pamięci zbiorowej te trzy odrębne wydarzenia kometa, wojna i hiszpanka złączyły się niejako w jedno. I tak zapadły w pamięć świadków. Z czasem wraz z odejściem pokolenia, które doświadczyło tej triady na własnej skórze, złowróżbny blask komety przyblakł. Gdy w 1986 roku kometa po raz kolejny przecięła niebo nad Bronowem jej związek prawdziwy czy urojony z wybuchem wojny i epidemią hiszpanki przestał rezonować w teraźniejszości.
Niemniej dla ludzi, którzy żyli w pierwszej połowie xx wieku uwikłani i uwięzieni w okolicznościach swojego czasu kometa była zjawiskiem budzącym głębokie lęki, które na ironię znalazły swoje spełnienie w rzeczywistości.
  Bo potem przyszły wojna i epidemia. A więc śmierć.
  Tak też podczas działań wojennych zginęli na frontach I Wojny Światowej następujący mieszkańcy Bronowa: 
Antonik Jerzy w 1914 roku, 
Bebek Jan w 1915, 
Konig Jan również w 1915 roku, 
Iskrzycki Jerzy w roku 1916.(1)
  Prócz nich wielu było rannych, wziętych do niewoli i zaginionych. Tak na przykład zaginiony Jan Kopoczek chociaż nie figurował w spisach żołnierzy poległych, nigdy z wojny nie wrócił. Jego żona Anna Kopoczek z domu Zbijowska nie mogąc się doczekać powrotu męża i w końcu uznawszy siebie za wdowę wyszła dwa lata po zakończeniu wojny w roku 1920 ponownie za mąż. Także ona sama była w związku tym ofiarą działań wojennych. Podobnie jak wszystkie osierocone dzieci, rodzeństwo poległych, ich rodzice, a nawet sąsiedzi. Za czwórką Bronowian poległych bezpośrednio na polu walki i za tymi, którzy nie powrócili do domów ukrywała się więc większa część wsi pokrzywdzona ich odejściem.
  Co ciekawe, w przeciwieństwie do sąsiednich parafii takich jak Zabrzeg, Ligota, Czechowice czy Międzyrzecze Bronowianie nie zdecydowali się w latach powojennych na uczczenie swoich poległych stosowną pamiątkową tablicą. W związku z tym do dzisiaj prawdziwa liczba poległych z Bronowa pozostaje nieznana.
 W skali globalnej-co może budzić zaskoczenie- więcej było ofiar grypy hiszpanki niż tych, którzy oddali swoje życie w walce. Podobnie mogło być i w Bronowie. Nie były to jednak liczby, które rozsadziłyby lokalne statystyki. Na pewno nie doszło do gwałtownego wzrostu śmiertelności pomiędzy rokiem 1918 a 1920. Hiszpanka wszelako do Bronowa dotarła. Tyle można obecnie powiedzieć.
  Albowiem jedyną-póki co- znaną ofiarą hiszpanki w Bronowie jest zmarła w 1918 roku Marianna Iskrzycka z domu Ryszka. W czasie swojej choroby Marianna była już wdową, bowiem jej mąż Jerzy poległ dwa lata wcześniej na wojnie. Była też Marianna matką, w tym najmłodszego czteroletniego wówczas Stanisława- Stanusia, który wraz z jej śmiercią pozostał na świecie całkowitym sierotą. (O małym Stanusiu będę jeszcze pisał w najbliższym czasie.)
  Czy było więcej ofiar hiszpanki w Bronowie trudno dzisiaj jednoznacznie powiedzieć. 
W każdym razie kometa, która wiosną 1910 roku wywarła tak wielkie wrażenie na miejscowych dotrzymała swojej obietnicy, w zgodzie z tym czego się po niej spodziewano. W istocie przyszły bowiem za nią śmierć i cierpienie.
  A także w związku z upadkiem dotychczasowych systemów politycznych zupełna odmiana obrazu świata...

(1) Spis poległych na Wielkiej Wojnie Bronowian oparłem na danych zaczerpniętych z książki Jacka Kachla "Droga do niepodległości mieszkańców powiatu bielskiego"

Komentarze