Iskrzyccy w Bronowie

  We wczesnych latach powojennych, Maria Iskrzycka, bratowa mojego dziadka wyliczała, że w Bronowie miałoby mieszkać pięć niespokrewnionych ze sobą klanów Iskrzyckich. Tak się wyraziła: klanów. Od tego czasu upłynęło sporo wody w Iłownicy, i dzisiaj trudno powiedzieć kogo dokładnie miała na myśli. Obecnie, pomimo wielkiej migracji z drugiej połowy xx wieku związanej z peerelowską industrializacją wciąż można wskazać trzy takie klany w Bronowie. I rzeczywiście ich pokrewieństwo o ile takie istniało w przeszłości wydaje się niemożliwe do wykazania.
  Z informacji zawartych w księgach parafialnych prowadzonych w Bronowie i w Rudzicy można tyle wyczytać, że nazwisko to we wsi należało do bardziej rozpowszechnionych już w xix wieku. W wielu domach pomieszkiwały rodziny o tym nazwisku, najczęściej byli to chyba komornicy, czyli biedota wiejska. Były też jednak trzy gospodarstwa większe pod numerami (według starej austriackiej numeracji konskrypcyjnej) 71-gospodarstwo Franciszka i Zofii, 30-gospodarstwo Alojzego i Marianny i 27-gospodarstwo Pawła i Marianny. 
  Żadna z wymienionych wyżej rodzin, nie wyłączając rozsianej po komorach biedoty nie należy do linii-czy jak powiedziałaby Maria klanu- moich przodków, mimo iż urodzony w 1904 roku mój dziadek Jan przyszedł na świat właśnie w Bronowie. Jest tak dlatego, ponieważ aż do ostatniej ćwierci wieku xix moi przodkowie mieszkali w sąsiedniej do Bronowa Rudzicy, i dopiero z końcem stulecia dołączyli do licznej już we wsi kolonii rodzin o takim samych jak ich nazwisku.
  Pierwsze dokumenty związane z Bronowem w których odnaleźć można nazwisko Iskrzycki,  pierwotnie zapisywane w formie: Iskrzicki, pochodzą już z 1710 roku, oraz z 1790, ale nie jest jasne czy dotyczą one moich bliskich. Dokument z roku 1710 to bardzo ciekawy spis bronowskich gospodarzy, którzy wykupywali od starostwa w Bielsku ziemię na terenie miejscowości. Pośród wielu innych nazwisk w tym i występujących w Bronowie do dzisiaj jak: Donocik, Dzida, Zbijowski, Machalica i Krętosz pojawia się nazwisko Iskrzycki. W dokumencie o 79 lat późniejszym, w petycji skierowanej do biskupa wrocławskiego w której Bronowianie prosili o nieprzyłączanie ich miejscowości do nowo powstałej parafii w Ligocie ponownie odnaleźć można nazwisko Iskrzyckich.[1] 
  Iskrzyccy należą więc do najstarszych rodzin osiadłych w Bronowie. Wydaje się, że obecność moich przodków w Rudzicy może być co najmniej tak samo długa, chociaż najstarsze informacje jakie udało mi się odszukać powiązane niezbicie z nimi pochodzą dopiero z połowy xix wieku.
  Wtedy to musiał przyjść na świat-dokładnie w roku 1840-Jan Iskrzycki. Cztery lata później urodziła się jego przyszła żona Marianna Stach. Gdy 15 kwietnia 1867 roku urodziła się ich córka Katarzyna zostali opisani w księgach metrykalnych jako zajmujący realność 64. Z późniejszych wpisów metrykalnych wynika, że byli chałupnikami. Posiadali swój własny niewielki dom i do tego trochę gruntu, może dwie lub cztery morgi. Zdecydowanie zbyt mało aby utrzymać wielodzietną rodzinę. Musieli więc dodatkowo szukać dorywczego zatrudnienia we wsi, aby utrzymać siebie i swoje dzieci. 
  Wszystko to są ludzie o których pamięć rodzinna nie przechowała nawet wzmianki. Działo się to bowiem w Rudzicy- sześć pokoleń temu.. I też w rudzickich księgach metrykalnych odnaleźli mi się ci moi dawno zapomniani przodkowie. 
  Tak więc w ostatnich dekadach xix wieku Jan Iskrzycki i jego żona Marianna z domu Stach wraz ze swoimi dziećmi przeprowadzili się z Rudzicy, gdzie wcześniej mieszkali- do Bronowa, gdzie część ich potomków żyje do dzisiaj. Dokładne okoliczności tej ich przeprowadzki nie są już dzisiaj możliwe do zrekonstruowania, niemniej bazując na zapisach w księgach metrykalnych rudzickiej parafii i od końca xix wieku także parafii bronowskiej, mogłem ustalić, że opuszczając Rudzicę osiedli oni w północnej części Bronowa pod numerem 27. 
 Dlaczego wtedy i dlaczego tam- nie wiadomo na pewno, niemniej pewne wnioski poszlakowe można z informacji zachowanych w archiwach spróbować wysnuć.
 Dom o numerze konskrypcyjnym 27 był już wówczas zamieszkany w drugiej połowie xix wieku. Jednak na skutek całego ciągu tajemniczych i przedwczesnych śmierci jego lokatorów-co ciekawe również Iskrzyckich- opustoszał i chyba nie było komu prowadzić dalej kilkuhektarowego, zagrodniczego gospodarstwa. Możliwe, że występowało tam jakieś dalekie pokrewieństwo i któryś z przedstawicieli tej gasnącej linii bronowskich Iskrzyckich wezewał swoich pobratymnców- w tym przypadku moich przodków z sąsiedniej Rudzicy. Tym sposobem dzieci Jana i Marianny takie jak Paweł, Jerzy czy Józef  oraz ich siostry zawierając swoje związki małżeńskie wychodzili z tego właśnie bronowskiego domu, mimo iż jak podają księgi wszyscy oni rodzili się w Rudzicy. W ostatnich latach xix stulecia, gdy wchodzili już w dorosłość, robili to jako miejscowi, czyli Bronowianie.
 Czyli byłby dom pod nr.27 (wciąż z resztą istniejący) pierwszą bronowską siedzibą tej gałęzi Iskrzyckich z której ja sam się wywodzę. Gdzieś w początkach xx wieku Jan i Marianna pomarli oboje, ale ich trzej synowie Paweł, Józef i Jerzy pozostali w tej części Bronowa. Paweł przejął po rodzicach dom i gospodarstwo, Jerzy ożenił się po sąsiedzku biorąc za żonę córkę z zagrodniczego domu rodziny Ryszka, a Józef mój pradziad wziął sobie za żonę służącą z domu o numerze 25 Ewę Czylok. Wraz z jej ręką otrzymał on i gospodarstwo chałupnicze rodziny u której pracowała. W ten sposób wszyscy trzej bracia zajęli kolejne trzy domy znajdujące się na granicy Bronowa i Ligoty wzdłuż biegnącej tą granicą ulicy. Dzisiaj nosi ona nazwę nie inaczej jak Graniczna. Wówczas jeszcze przed I Wojną Światową ulice nie miały swoich nazw jak obecnie, tylko domy nosiły numery tzw. konskrypcyjne nadawane pod panowaniem austriackim nie według położenia, a kolejności ich wybudowania. W tym akurat przypadku nosiły one numery w kolejności: Dom Józefa i Ewy nr 25, Dom Jerzego i Marianny nr 26 i dom Pawła i Suzanny nr. 27.
 Dom Jerzego i Marianny. Jeszcze w późnym PRL-u opowiadało się u nas w domu o jakimś bracie pradziadka, który miał zginąć podczas I Wojny Światowej. Ojciec wspominał, że było ich trzech braci Józef, Paweł i... Piotr. Piotra żadnego w rodzinie nie udało mi się odnaleźć, ale Jerzy rzeczywiście stracił życie na wojnie, więc to o nim pewnie ta pokręcona opowieść rodzinna. Jerzy zginął 3 lub 4 lipca 1916 roku z dala od swoich bliskich. Jego ciała nigdy nie sprowadzono do Bronowa, i nie wiadomo również gdzie spoczywają jego szczątki. Zanim został powołany do wojska i zginął, zdążył jeszcze przed wojną doczekać się dziesięciorga potomstwa ze swoją żoną Marianną. Jedna z ich córek Elżbieta wyszła za mąż za Antoniego Kozaka, jednak w 1937 roku zmarła, może podczas połogu? Wobec śmierci żony Antoni poślubił drugą córkę Iskrzyckich Joannę, z którą próbował dalej prowadzić gospodarstwo oraz wychować dzieci z pierwszego małżeństwa. Gdy podczas II Wojny światowej nie zdecydował się podpisać volkslisty został wraz z cała rodziną wysiedlony i wywieziony, najpierw do Polenlager 56 Łyski a następnie do Polenlager 10 Siemianowice, gdzie Joanna w nieznanych okolicznościach straciła życie. Antoni po wojnie powrócił do Bronowa, i na dawne gospodarstwo, które przejęła z kolei jedna z jego córek, a więc wnuczka Jerzego i Marianny. Ich potomkowie żyją w tym miejscu do dzisiaj.
 Dom Pawła i Suzanny. Paweł pozostał na gospodarstwie rodziców, które pod jego gospodarną ręką bardzo rozkwitło. Dokupiono nieco pola i postawiono nową obszerną stodołę, a w roku 1927 przebudowano nawet dom. Paweł i Suzanna mieli razem aż dwanaścioro dzieci, z których ośmioro doszło do dorosłości. Po śmierci Pawła, który przeżył wszystkich swoich braci gospodarstwo stało się własnością córki Bronisławy i jej męża Rudolfa Bobca, ponieważ jednak w kolejnym pokoleniu rodzinę trawił alkoholizm, gospodarstwo upadło i majątek został rozsprzedany. Dom Pawła, dzisiaj znajdujący się już w obcych rękach, ale przepięknie odrestaurowany wciąż ozdabia północny kraniec Bronowa zaświadczając o urodzie dawnej zagrodniczej architektury śląsko-cieszyńskiej. Dla kogoś interesującego się dawnym budownictwem wiejskim jest to w Bronowie rzecz nie do pominięcia..
 Dom Józefa i Ewy. Józef jak wynika z zapisów w księgach metrykalnych pojął był 15 czerwca 1897 roku miejscową służącą Ewę Czylok za żonę. Z opowieści rodzinnych wiadomo, że Ewa wywodziła się z biednej i wielodzietnej rodziny z Zabrzega. I że została adoptowana czyli w owym czasie jak to się mówiło wzięta za swe przez kogoś z dalszej rodziny z Bronowa. Możliwe, że małżonkowie Iskrzyccy weszli w posiadanie realności nr 25 jako wiana od przybranych rodziców Ewy. Pewnych informacji tutaj brak. Józef i Ewa doczekali się aż dziesięciorga potomstwa z których do pełnoletności doszło siedmioro. Podczas I Wojny Światowej prowadzili mały sklep, który został zamknięty gdy społeczność lokalna wyczerpana kontyngentami wojennymi znacznie zbiedniała. Rzecz zrozumiała w warunkach przeciągającego się konfliktu zbrojnego. Gdy w 1904 roku na świat przyszedł najstarszy syn Józefa Jan-mój dziadek- koleje losu rodziny stają się już bardziej wyraziste. Dom Józefa i Ewy- przebudowany jeszcze przez zięcia Józefa- Franciszka Łukosza wciąż znajduje się w rękach ich potomków.
 W tym miejscu można by może szukać już puenty dla całej opowieści o początkach rodu czy też rodów Iskrzyckich, gdyby nie pomocnicza nieoczekiwanie rola geografii oraz... onomastyki, które przyszły mi z odsieczą.
 Nazwisko Iskrzycki odnaleźć można bowiem w ''Słowniku nazwisk mieszkańców południowego Śląska xix wieku''[2] Według tej publikacji jest to nazwisko odmiejscowe, czyli utworzone od nazwy miejscowości. I rzeczywiście posiłkując się mapą zupełnie nieodlegle od Rudzicy i Bronowa czyli wiosek gdzie Iskrzyckich jest dzisiaj największe mrowie znajduje się mała miejscowość: Iskrzyczyn. Natknąłem się na tę miejscowość jeszcze jako młody chłopak we wczesnych latach dwutysięcznych, gdy z bratem wybraliśmy się na wycieczkę rowerową do Cieszyna. Klucząc stromymi wiejskimi drogami natrafiliśmy na Iskrzyczyn, o którym nigdy wcześniej nie słyszałem. Od razu jednak naszło mnie to dziwne uczucie jakiegoś pokrewieństwa z miejscem. Że to może mieć cos z nami wspólnego- ten Iskrzyczyn... To się narzucało nazbyt silnie, aby to zlekceważyć. I było bardzo poręczne bo w znacznym stopniu rozwiązywało zagadkę pochodzenia, która nie dawała mi nigdy spokoju.
  Byłby więc Iskrzyczyn-idąc tropem wyznaczonym przez publikację Izabeli Łuc- matecznikiem wszystkich okolicznych rodzin noszących nazwisko Iskrzycki? Przyjmuję tę narrację jako prawdziwą, głownie dlatego, że jest jedyną sensowną, jaką obecnie dysponuję. 
  Czy wywieść można wszystkie występujące dzisiaj klany Iskrzyckich z tego samego iskrzyczyńskiego pnia trudno rozstrzygnąć. Wydaje się to jednak bardzo możliwe.
  W każdym razie trop jakiś jest. Nawet całkiem urodziwy!


Najstarszy wpis- w ostatniej rubryce w dole strony- w rudzickiej księdze metrykalnej związany bezsprzecznie z moją rodziną. Rok 1867 przyjście na świat i chrzest córki Katarzyny. Skan z Archiwum Państwowego w Katowicach oddział w Bielsku-Białej. 

1. Informacje zawarte w akapicie zaczerpnąłem z książki księdza Józefa Krętosza ''Przeszłość Bronowa i parafii oraz jej duchowa spuścizna''
2. ''Słownik nazwisk mieszkańców południowego Śląska xix wieku'' Izabela Łuc

Komentarze