Franciszek Kopeć: Powrót do Bronowa

  Franciszek Kopeć urodził się 26 września 1890 roku w Bronowie.
  Był wówczas Bronów niewielką i ubogą osadą rolniczą o znacznym już rozdrobnieniu chłopskich gruntów. Dawne duże gospodarstwa siedlacze zanikły niemal na rzecz ledwie kilkunastohektarowych gospodarstw zagrodniczych oraz zupełnie niewielkich siedlisk chałupników, których było najwięcej i które w większości każdego roku na przednówku balansowały na granicy głodu.
  Ojciec Franciszka nie był jednak kolejnym z bronowskich gospodarzy, ale był synem bardzo zamożnej rodziny siedlaczej z Dziedzic, któremu rodzice kupili gospodarstwo w Bronowie. Było to gospodarstwo od razu duże. Może nawet dwudziestohektarowe, z czasem jeszcze powiększone. Zaliczało się więc ono nie tylko do tych kilku największych we wsi, ale również bez wątpienia najbogatszych. Rodzice Franciszka dysponowali więc majątkiem wystarczającym, aby i bogato wywianować swoje dzieci i zapewnić im, jeżeli decydowały się na karierę poza rolnictwem odpowiednie wykształcenie. Rzecz nie tak oczywistą w owym czasie. Pośród ubogiej społeczności bronowskiej, której dzieci kończyły wówczas na przełomie XIX i XX wieku w zasadzie wyłącznie miejscową szkołę ludową- posiadanie jakiejkolwiek edukacji wyższej było od razu wielką nobilitacją i trampoliną do lepszego życia. 
  W domu Kopciów wiele było potomstwa- rodziny były wszak wówczas wielodzietne. Poczynając od największych gospodarzy, a na bezrolnych komornikach kończąc-wszyscy mieli dużo dzieci. Co do sióstr Franciszka trzeba to powiedzieć nie ma pewności jakie miały za sobą szkoły, ale wszystkie wydały się za szumnych kawalerów. Teresa wyszła za mąż za Józefa Zmełtego z którym prowadziła później gospodarstwo rodziców. Filomena wydała się za Józefa Żmija, działacza samorządowego i w latach poprzedzających wojnę burmistrza Pszczyny. Jadwiga poślubiła miejscowego zagrodnika Alojzego Zbijowskiego. 
  Bracia Franciszka i on sam dostali od swoich rodziców wykształcenie adekwatne do ich aspiracji. Mogli więc później z powodzeniem radzić sobie z wyzwaniami jakie stawiało przed nimi życie. 
Jan Stefan został księdzem. Henryk urzędnikiem w Warszawie. Paweł o którym już pisałem w tekście "Jak bronowianie zakładali Koło Samopomocy Chłopskiej" zdobył wykształcenie co najmniej średnie rolnicze, pozostał w Bronowie i budował swoje własne nowe gospodarstwo na gruntach odkupionych po sąsiedzku po dawnym gospodarstwie ewangelickim. Z całego licznego rodzeństwa tylko Teofil nie odnalazł w życiu swojej drogi i nie zdążył się przekonać dokąd go ona zaprowadzi, zginął bowiem na samym początku Wielkiej Wojny...
  Franciszek z kolei-ten najbardziej wątły z całego rodzeństwa, już w młodości utykający na nogę- postanowił zostać nauczycielem. Po ukończeniu szkoły ludowej oraz szkoły wydziałowej uczęszczał on do seminariów nauczycielskich najpierw w Krakowie, potem w Cieszynie. Zanim objął pierwszą posadę pełnoprawnego nauczyciela i kierownika szkoły przez krótki czas był jeszcze nauczycielem tymczasowym w Czechowicach-Grabowicach i Czechowicach-Lipowcu. Gdy w 1913 roku z sukcesem złożył egzamin dla nauczycieli szkół ludowych i wydziałowych mógł objąć w końcu posadę nauczyciela w rodzinnej miejscowości. Miał wówczas 23 lata. 4 lata później 17 kwietnia 1917 roku został kierownikiem szkoły w Bronowie.
  Gdy miał już pracę i szacunek lokalnej społeczności mógł się wreszcie Franciszek ożenić. Dziewczyna, którą wybrał- Hermina Kiszówna- była nie tylko ładna, ale także dobrze wychowana i wykształcona. Pochodziła z sąsiedniej Rudzicy, z domu kierownika rudzickiej szkoły Jerzego Kiszy. Ojciec dziewczyny był to człowiek wielce oddany pracy dla społeczności Rudziczan, a w jego domu jak i u Kopciów przykładano dużą wagę do edukacji dzieci. 
  Młodzi małżonkowie zamieszkali w Bronowie pod numerem 112 czyli w budynku starej szkoły w której w tym czasie wciąż odbywało się nauczanie. (Nowa szkoła została oddana do użytku wiele lat później gdy Franciszek pracował już w Goczałkowicach.) Zanim to się stało 26 sierpnia 1924 roku został nauczycielem i kierownikiem szkoły w Zabrzegu, gdzie zaczął pracę od 1 września i walnie się przyczynił do powstania nowego odpowiadającego wymaganiom czasów budynku szkoły. 1 lutego 1931 roku rozpoczął pracę w goczałkowickiej szkole od razu jako kierownik tej placówki. Za każdym razem, gdy przenosił się do nowej pracy obejmował też przyszkolne mieszkanie nauczycielskie. Podczas pobytu w Bronowie urodziła się państwu Kopciom córeczka Irena, w Zabrzegu przyszli na świat Tadeusz i Eugenia, najmłodszy syn Czesław urodził się już w Goczałkowicach. Jako nauczyciel Franciszek Kopeć specjalizował się w nauczaniu języka polskiego, historii oraz matematyki. 
  Podczas swojej pracy zarówno w Bronowie, Zabrzegu jak i w Goczałkowicach Franciszek Kopeć angażował się w życie lokalnej społeczności, działając aktywnie na niwie społecznej i kulturalnej, czego liczne świadectwa można odnaleźć w publikacjach dotyczących tych miejscowości. W Bronowie współpracował on w organizacji życia religijnego i oświatowego z ówczesnym dynamicznym i pracowitym proboszczem Janem Kunzem. Wspólnie założyli oni w 1919 roku- Bronów był wówczas zupełnie młodą parafią wymagającą wielkiej pracy- Stowarzyszenie Młodzieży Polskiej, które bardzo przyczyniło się nie tylko do poprawy oświaty, ale także wychowania młodzieży. Odtąd pod czujnym okiem wymagającego kierownika Kopcia i zawsze aktywnego księdza Kunza prowadzono kształcenie bronowskiej młodzieży w duchu religijnym i patriotycznym. Dwadzieścia lat później zebrano owoce tej pracy. Mniej więcej w tym samym czasie zorganizowano pierwszą z prawdziwego zdarzenia bibliotekę dostępną dla wszystkich mieszkańców. Było to tylko niewielkie pomieszczenie w mieszkaniu Kuboszków, ale od czegoś trzeba zacząć... 
  Franciszek wielokrotnie wygłaszał też okolicznościowe wykłady w swojej miejscowości, nawet wówczas, gdy pracował już poza Bronowem. Tak na przykład pojawił się w wiosce z pożegnalną przemową, gdy w 1936 roku opuszczał parafię jego dawny współpracownik i przyjaciel Jan Kunz.
  Aż trudno uwierzyć, ale w latach swojej nauki i pracy w Bronowie Franciszek Kopeć zdążył także dołączyć do Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół". Należał do dziedzickiej drużyny sokolej i był jednym z Czterdziestu, którzy 25.08.1914 roku spod karczmy Stryczka i  dworca kolejowego w Dziedzicach wyruszyli do Legionów Polskich. I chociaż ze względu na swoją ułomność fizyczną nie został ostatecznie dopuszczony do kadry legionowej, koledzy pamiętali o szczupłym utykającym chłopaku z Bronowa i jeszcze wiele lat później wspominali jego zaangażowanie z wielkim uznaniem. 
  Po zakończeniu tzw. Wielkiej Wojny w gorącym okresie kształtowania się granic Państwa Polskiego Franciszek również nie próżnował i stał się czynnym członkiem Polskiej Milicji Księstwa Cieszyńskiego, zaangażował się też w działalność Tajnej Organizacji Wojskowej działającej w Bronowie! Wszystko to widoczne jest w zachowanych dokumentach do których będę jeszcze wracał w kolejnych artykułach i publikacjach. 
  Gdy jesienią 1939 roku został w Goczałkowicach usunięty ze szkoły przez niemieckie władze okupacyjne zdecydował się na powrót do rodzinnego Bronowa. Tam spędził następnie wszystkie lata wojny mieszkając wraz z żoną i dziećmi u swojej siostry Jadwigi Zbijowskiej i jej męża Alojzego. Z pobytem Franciszka w Bronowie wiąże się rodzinny dramat: śmierć jego najstarszego syna Tadeusza, ale także okupacyjne epizody nielegalnych korepetycji udzielanych dzieciom, czy też wspomaganie młodzieży przez użyczanie książek z własnej bogatej biblioteki. Z okresem tym wiążą się również wielorakie niedostatki życia najpierw pod władzą okupacyjną, a następnie podczas działań frontowych, gdy na terenie miejscowości operowały i niemieckie i rosyjskie wojska.
 W czasie okupacji Franciszek Kopeć zadeklarował się jako Polak co samo w sobie było aktem heroizmu i miało swoje bolesne konsekwencje. Odtąd nie mógł on pracować w szkolnictwie. Mieszkanie, które wraz z żoną posiadał w Dziedzicach zostało im odebrane. Przez kilka miesięcy pozostawał Franciszek bezrobotny. W końcu udało mu się zatrudnić jako robotnik budowlany w Niwce, potem pisarz budowlany w Nowym Bieruniu i Oświęcimiu. Wszystko to nie służyło najlepiej jego zdrowiu. Ostatnie dwa lata okupacji spędził jako pracownik biurowy w dziale księgowości kopalni Silesia. Do czechowickiej kopalni dojeżdżał on rowerem z Bronowa zaopatrzony w małą lampkę karbidówkę, którą oświetlał sobie drogę. Równocześnie musiał co tydzień zgłaszać się do Bielska do tamtejszej siedziby władz, które obserwowały z uwagą jego poczynania jako przedstawiciela przedwojennej polskiej inteligencji. Tylko dzięki wstawiennictwu swoich goczałkowickich przyjaciół nie został on wywieziony do obozu, mimo iż był już aresztowany w 1940 roku i przetrzymywany w Bielsku. (Pozwolę sobie wymienić tutaj dla przyjemności ich współcześnie żyjących potomnych nazwiska goczałkowiczan, którzy uratowali Franciszka Kopcia przed wywiezieniem do Dachau, byli to: Józef Jacek i Albert Piekorz).  
  Po wojnie Franciszek powrócił do swojej dawnej szkoły w Goczałkowicach, gdzie pracował aż do 1949 roku, gdy z powodu pogarszającego się stanu zdrowia zmuszony był przejść na emeryturę. 
  Franciszek Kopeć umarł 13 lipca 1952 roku w szpitalu w Pszczynie i został pochowany w grobie syna Tadeusza, na bronowskim cmentarzu parafialnym. Grób pozostający pod opieką jego syna Czesława istnieje do dzisiaj. Spoczywają w nim również żona Franciszka Hermina, ich córka Eugenia z mężem oraz pochowane jeszcze przed wojną przedwcześnie zmarłe córki Jadwigi i Alojzego Zbijowskich: Wanda Jadwiga oraz Irena.

  Na koniec chciałbym przedstawić niewielki fragment z ogromnie interesującego archiwum jakie pozostało po życiu i działalności Franciszka Kopcia. Fragment ten, zaczerpnięty z Notatnika Franciszka związany jest z Bronowem i z czasem niemieckiej okupacji. Swoimi własnymi słowami przemówi do nas dawny kierownik bronowskiej szkoły opisując dramatyczne dni utraty dziecka- syna Tadeusza. Dzięki tej jego bardzo osobistej opowieści będziemy mogli przenieść się w czasie, aby wraz z nim i jego bliskimi zobaczyć świat, którego już nie ma. I który- trzeba to powiedzieć- został w znacznej części  zapomniany. Zapomniany przez nas.
  

Choroba Tadzia
W sobotę dnia 28.I.1940 położył się Tadek do łóżka. 29.I.40 leżał.
W poniedziałek dnia 30.I.40 siadł sobie jeszcze sam koło pieca, ale nie miał spokoju i po chwili poszedł do łózka. Wieczorem tego samego dnia o godz. 8.30 zaczął majaczyć. Pytam się go co robi, a on powiada, że musi dać wujowem dzieciom herbaty; dwom dziewczętom i chłopcu. Wstałem zaraz i zaświecam światło. Tadek rzuca się w łóżku i majaczy. (Nie może na suficie lądować i taki śliczny krzyż.) O godz. 11 w nocy świecimy gromnicę i chcę posłać po księdza.
We wtorek dnia 31.I.40 o godz. 2 w nocy zaopatrzony  św. Sakramentami, ale prawie nieprzytomny. Gorączka w poniedziałek waha się pomiędzy 40-41 stopni. We środę gorączka spadła do 38 stopni, ale przytomność częściową odzyskał na chwilę, jakby ostatni promyk.
We czwartek dnia 1. lutego 1940 odprawiono Mszę św. w jego intencji. Od północy Tadek zupełnie nieprzytomny. Gdy wróciliśmy z kościoła po Mszy św. o godz. 10 rano wyzionął ducha. Płakaliśmy wszyscy rzewnie i rodzina Zbijowskich, która była przy śmierci. Pogrzeb jego odbył się w niedzielę dnia 4 lutego 1940 o godz. 3 popoł.
Pogrzeb był istną manifestacją, bo zebrało się około 1000, a nawet i więcej ludzi, bo kościół nie mógł wszystkich pomieścić. Bardzo dużo ludzi przybyło z Zabrzega i Goczałkowic skąd młodzież przyniosła dwa wieńce z polskimi napisami z powodu których burmistrz Goczałkowic chciał ją pociągnąć do odpowiedzialności.
Ksiądz miał ładną mowę nad grobem.
W chorobie Tadzia i koło jego pogrzebu dużo zrobił kuzyn jego Alojzy Zbijowski, prez. bronowski K.P.M.
Trumnę nieśli od krzyża aż do kościoła młodzieńcy z Goczałkowic.

  Z lokalnej perspektywy postać Franciszka Kopcia, nauczyciela i kierownika szkoły, działacza społecznego, współpracownika księdza Jana Kunza, jawi się jako niemal heroiczna. W każdym razie ze wszech miar godna upamiętnienia. Zdumiewające więc, że człowiek ten jest dzisiaj w Bronowie całkowicie zapomniany. 
  Trzeba więc, aby Franciszek Kopeć niejako raz jeszcze powrócił do swojego rodzinnego Bronowa. Do pamięci swoich krajan. On, który wychowywał ich pradziadków.
  O Franciszku Kopciu będę jeszcze pisał.

  Pracując nad powyższym tekstem korzystałem z zachowanego bogatego archiwum pozostającego w rękach rodziny Kopeć. Oparłem się również o artykuły i publikacje nieodżałowanego księdza Józefa Krętosza w tym na "Krętosz Józef. (1978). Parafia i kościół w Bronowie w latach 1877-1939. Śląskie Studia Historyczno-Teologiczne (1978), T.11, s. 233-264."
  Przede wszystkim jednak gromadząc materiał i przygotowując się do napisania tej pracy korzystałem z wiedzy zdobytej podczas wielu godzin rozmów, które przeprowadziłem z synem Franciszka: Czesławem.
  Panu Czesławowi też z wyrazami wielkiej wdzięczności artykuł ten dedykuję.





Przedwojenny kierownik szkoły w Bronowie, działacz społeczny i oświatowy, nauczyciel Franciszek Kopeć. Syn bronowskiej ziemi.

Komentarze