Służbę czynną w Wojsku Polskim-czyli jak byśmy powiedzieli dzisiaj zasadniczą służbę wojskową- odbył Jan Szczyrbowski w oddalonym o 550 km od rodzinnego Bronowa Tarnopolu. Były to lata międzywojenne, i Tarnopol należał wówczas do Polski. Dzisiaj jest to już Ukraina.
W owym czasie w dalekim grodzie nad Seretem w koszarach przy ulicy Zamkowej swoją siedzibę miał polski 54 Pułk Piechoty Strzelców Kresowych. Tam też od października 1927 roku do marca roku 1929 przyuczano i przysposabiano Janka do trudnego fachu zabijania. Również w tym okresie bo w roku 1928 sam Marszałek Józef Piłsudski nadał pułkowym koszarom imię Króla Jana Sobieskiego, musiał więc i Janek z Bronowa uczestniczyć w pułkowej uroczystości jaką na pewno z tej okazji zorganizowano. Po odbytej służbie powrócił on w randze strzelca rezerwy do swojej rodzinnej miejscowości na Śląsku Cieszyńskim i byłby pewnie dokumentnie zapomniał o wziętych tam lekcjach musztry i walki w polu, gdyby nie przyszła do niego dziesięć lat później karta mobilizacyjna z Cieszyna...
A rok był już 1939. Dzisiaj samo wspomnienie tej daty przynosi od razu złe skojarzenia, ale wówczas był to po prostu gorący i pełen słońca sierpień. Końcówka lata. W tych dniach, dokładnie 24-ego tego miesiąca, Bronowianin Jan Szczyrbowski-jak tylu innych w okolicy- otrzymał powołanie w ramach mobilizacji tzw. alarmowej z przydziałem do 4 Pułku Strzelców Podhalańskich w Cieszynie. Zaraz też zebrał co tam miał do zebrania, wycałował swoją dziewczynę Marię, matulę wyściskał, ojcu skłonił się z wielkim uszanowaniem i ruszył bez ociągania przed siebie.
Czy go tam kto do tego Cieszyna wiózł wozem konnym czy też szedł on piechotą-obydwie te ewentualności równie możliwe-dzisiaj już niepodobna ustalić. W każdym razie nie uszedł był daleko, gdy zastąpił mu drogę jego dobry sąsiad i od dziecka najlepszy kompan Augustyn Donocik- Gustek. Przykro było Augustynowi widzieć swojego druha dobrego wyruszającego po niepewny los. Toteż zgnębiony był tym faktem i zupełnie bez humoru. Ściskał przyjaciela, całował i łzy ronił przy tym ukradkiem.
-A czego to płaczesz, kiedy to mnie na wojnę bierą?-dziwił się Janek.
-No, kto wie czy zoboczymy się jeszcze-odparł na to Augustyn.
-Toż zoboczymy się Gustku, czymu by nie!
-Czymu by nie?-powtórzył Gustek jak echo.-Wojna straszno rzecz...
Mruknął na to Jan niecierpliwie i pożegnał szybko przyjaciela. Nie chciał myśleć teraz, że wojna to straszna rzecz, bo go od razu zaczynało dusić w piersiach, że Marysię musi porzucić, swoją pannę. Marysia była to córka z zagrodniczego domu Zbijowskich. Gryfno dziołcha i robotno, i w ogóle najlepszy na świecie człowiek.
Po zameldowaniu się Janka w cieszyńskich koszarach, zaledwie tydzień później, bo już 1 września napadli na Polskę, w tym i na Śląsk Cieszyński-jak wiadomo- Niemcy, poprzebierani za hitlerowców, i jak taran poszli dalej przez tę Rzecz Pospolitą naszą. (Nie od rzeczy będzie w tym miejscu dodać, że nie ma drugich takich przebierańców chyba na całym świecie! Najpierw próbowali zakładać wyraźnie dla nich za duży kostium Cesarstwa Rzymskiego w wiekach tzw. średnich, potem nad bałtyckim wybrzeżem powdziewali na siebie płaszcze białe z czarnym krzyżem i udawali w najgorsze Krzyżaków. Po podbiciu miejscowych plemion Jaćwingów i Prusów przebrali się znowu, ku zgrozie ocalałych Bałtów tworząc... Królestwo Prus! Obecnie przystrojeni w maski liberałów, stali się największymi swoich dawnych ofiar przyjaciółmi. Aż strach pytać jakie będą ich następne kostiumy?...)
Wracając do Września, i do cieszyńskiego śląska: na drodze poprzebieranych Niemców stanął sam generał Kustroń z wszystkimi swoimi wojskami. Czyli z masą mizernie uzbrojonych chłopaków pobranych w mobilizacji przedwrześniowej głównie z okolicznych miejscowości. W tym i z Bronowa. Jednak ten wielki bohater walk wrześniowych niewiele mógł zdziałać, wobec potęgi i bezapelacyjnej przewagi wroga, i chociaż walczył mężnie ze swoją 21 Dywizją Piechoty Górskiej to szlak bojowy jego oddziałów znaczyły opuszczane kolejno pozycje obronne i gehenna nieludzka jego żołnierzy rzuconych wojnie na pożarcie. W skład Kustroniowej 21 Dywizji wchodził również cieszyński 4PSP, na bazie którego mobilizacji uformowano 202 Pułk Piechoty Rezerwowej. W pułku tym, w 1-wszym plutonie kompanii O.N. Obrony Narodowej ''Rudzica'' pod dowództwem porucznika Pawła Mitręgi walczył i Bronowianin strzelec rezerwy Jan Szczyrbowski.
Dziewięć dni. Tyle trwał dla Janka wrzesień.
Udało mu się co prawda nie zginąć podczas tragicznej kampanii obronnej- nie udało mu się jednak uniknąć niewoli. Gdzieś pomiędzy Radłowem a Tomaszowem Lubelskim w trakcie wielodniowej bitwy pod Biskupicami Radłowskimi został 9 września pojmany przez Niemców i najpierw osadzony w obozie jenieckim, a następnie skierowany do pracy niewolniczej na gospodarstwie rolnym w głębi Rzeszy. Wbrew temu co możemy sobie wyobrażać o pracy przymusowej w Niemczech podczas wojny, wspominał Jan ten okres jako względnie dobry. Rolnicy u których przebywał nie polubili widać hitlerowskich kostiumów nazbyt mocno.
Około roku 1946 powrócił Jan do Bronowa, gdzie też ze swoją Marysią wkrótce się ożenił. Dziewczyna okazało się czekała cierpliwie na swojego kawalera, a małżeństwo Pan Bóg im pobłogosławił obdarowując ich czeladką dzieci. Jan i Maria, którym wojna odebrała młodość zdążyli jeszcze nacieszyć się sobą. Oboje dożyli w zdrowiu sędziwego wieku, najpierw odbudowując rodzinne gospodarstwo po wojennych zniszczeniach, a następnie ciężko na nim pracując rozwijali je przez długie dekady powojenne, aby mogło stać się w końcu tym czym jest dzisiaj. Jednym z najwspanialszych w Bronowie.
Epilog:
Augustyn Donocik trzeba to powiedzieć, mimo iż do wojska nie został chyba powołany, nie miał tyle szczęścia co jego przyjaciel. 3 września 1939 roku, w ów sam najgorszy i niepewny czas, znalazł się on wraz z drugim Bronowianinem Franciszkiem Soszką na drodze z Zabrzega do Dziedzic, w bliskiej odległości do mostu na Ochodzy. Obaj mężczyźni poruszali się na rowerach, w niewielkim od siebie odstępie. Dokąd jechali i po co, nie udało się już ustalić, podobnie jak nie podobna dzisiaj dociec co tam w okolicach mostu na Ochodzy właściwie się stało. Czy most był zaminowany przez polskie wojsko, czy jakiś niewybuch leżał przy szosie? Czy może jaki pocisk nadleciał znikąd.. Fakt, że jeden z rowerzystów uszedł bez szwanku, podczas gdy drugi niestety postradał życie.
Tym drugim był Augustyn Donocik, jedna z pierwszych bronowskich ofiar tej najstraszniejszej z wojen. Jego grób można jeszcze dzisiaj odnaleźć na miejscowym cmentarzu z wiele, ale nie wszystko mówiącą datą śmierci 03.09.1939.
Tak więc przyjaciele, jak się tego obawiał Gustek, niestety nie zobaczyli się więcej...
***
Niewątpliwie Jan miał wielką motywację, aby nie dać się zabić. Jednak w warunkach wojny totalnej osobista motywacja jednostki to za mało. Potrzebny jest jeszcze ślepy przypadek, który ludzie jeśli przynosi on pozytywne konsekwencje, nazywają szczęściem. Jeśli przynosi konsekwencje złe czy straszne mówią że los się odwrócił...
W tym sensie Gustka dopadł ślepy traf i go zabił.
Janek z wielkim żalem wspominał przyjaciela przez całe swoje życie.
Dokumenty oraz zdjęcia pozyskane z archiwum córki Jana Szczyrbowskiego, Teresy:
Spóźnieni małżonkowie Jan i Maria Szczyrbowscy. Janek był już po czterdziestce, a Maria miała 28 lat gdy brali ślub. Mimo późnego małżeństwa przeżyli razem 51 lat.
Komentarze
Prześlij komentarz